Opis
„Dobra, stara ciotka” – być może w czasie wojny, gdy powstało to określenie, dziesięć lat to nie był podeszły wiek, ale już wówczas rozwój techniki lotniczej postępował olbrzymimi krokami, w związku z czym eksploatacja samolotu jednego typu przez tak długi czas była zjawiskiem niezwykłym. Słowo „dobra” niewątpliwie było wyrazem wdzięczności tych wszystkich, którzy dzięki niezawodności Ju uszli pewnej śmierci lub uniknęli niewoli. Żaden inny samolot, ani niemiecki, ani aliancki nie mógł przecież poszczycić się dostarczeniem do szpitali około 120 000 rannych i to nierzadko w warunkach totalnej przewagi nieprzyjaciela w powietrzu. Po dziś dzień wielu niemieckich weteranów II wojny światowej zachowuje „starszą panią” w swojej wdzięcznej pamięci. Gdy na początku lat trzydziestych pojawiły się pierwsze Junkersy Ju 52, ich konstruktor, słynny inżynier Ernst Zindel, przewidział je do roli samolotów transportowych, swego rodzaju latających meblowozów. Powstały z nich sławne na cały świat maszyny komunikacyjne. Można je było rozpoznać na pierwszy rzut oka po ociężałej, pobrużdżonej sylwetce i odgłosie silników, który brzmiał „jak gdyby tuzin motocykli zjeżdżał z góry na pierwszym biegu”. Podczas wojny, Ju 52 pełnił służbę jako samolot transportowy do przewozu zaopatrzenia i skoczków spadochronowych, samolot ratownictwa morskiego lub samolot do poszukiwania min. Odgrywał ważną rolę w siłach lądowych i w Luftwaffe od pierwszego do ostatniego dnia wojny, mimo iż nie nadawał się do pełnionych zadań, jak mało który typ samolotu. Nie na darmo jednak świat jest pełen paradoksów i gdy trzeba było poradzić sobie w sytuacji bez wyjścia, na pomoc wzywano Ju 52. To właśnie dzięki zmasowanemu użyciu tych maszyn możliwe stały się wojny błyskawiczne lat czterdziestych.





